HO'OPONOPONO

Anna Kligert

Dwadzieścia lat z Ho´oponopono

 

Jeszcze jako dziecko spotkałam się z wróżbami i bardzo mnie fascynowało, w jaki sposób można cokolwiek przewidzieć. Wszystkie tajemnice natury wywierały na mnie duże wrażenie, chciałam wiedzieć, dlaczego żyję i jak to się dzieje, że można wyzdrowieć, albo coś przewidzieć. Postanowiłam szukać.

Wyjechałam z Polski i bardzo szybko trafiłam do szkoły astrologii. Potem przez wiele lat uczyłam sie różnego rodzaju ciekawych i “tajemnych” rzeczy, ale jakoś nie dawało mi to satysfakcji.

Po wielu latach moich poszukiwań „przypadkowo” znalazłam się na Pierwszym Światowym Kongresie ”Healers for Peace”, który odbył się w Danii w 1988 roku.

TRZY CZĘŚCI JAŹNI

Kongres trwał przez cały tydzień i zjechało się wielu uzdrowicieli z całego świata. Chciałam wtedy poznać wszystkich specjalistów, uczestniczyć we wszystkich wykładach i zobaczyć, jak demonstrują swoje metody uzdrawiania.

Wszystko było bardzo ciekawe, ale w ciagu każdego dnia było po kilka wykładów jednocześnie i trzeba było wybrać, czego posłuchać, a z czego zrezygnować. To nie było takie proste.

Któregoś dnia zdecydowałam się na wykład o kolorach, który z jakiegoś powodu został odwołany. Zajrzałam do programu Kongresu i okazało się, że o tej samej porze był wykład o Ho´oponopono prowadzony przez hawajską kahunkę Morrnah Nalamaku Simeonę. „Przypadkowo” znalazłam się na sali z przytłumionym światłem. Morrnah Simeona, która była drobną i skromnie ubraną starszą panią, siedziała lekko uśmiechnięta przy oświetlonym stole. Po krótkim czasie, gdy zaczęła opowiadać o trzech częściach Jaźni, o opiece nad wewnętrznym dzieckiem i o tym, jak powstają nasze problemy, zrozumiałam, że Ho´oponopono daje nam szansę uwolnienia się i wszystko wydawało mi się logiczne. Siedziałam niemal sparaliżowana z wrażenia i wiedziałam, że koniecznie muszę się tego nauczyć. Jeszcze tego samego dnia zgłosiłam się na kurs.

W ciągu weekendu zostałam zapoznana z „Samo-Identycznością poprzez Ho´oponopono” , otrzymałam materiały i instrukcje, jak się uwalniać od problemów i, uzbrojona w „klucz”, zabrałam się do oczyszczania. Praktykowałam proces Ho´oponopono codziennie i dalej to praktykuję.

To wcale nie było takie łatwe poddać się, czy też zaufać takiemu procesowi, który wydaje się bardzo naiwny i prosty. Dzisiaj sama widzę, że Ho´oponopono Morrnah Simeony jest najbardziej wartościową rzeczą, jakiej się nauczyłam. Spotkałam się już z kilkoma innymi wersjami tej metody, ale żadna z nich jest tak efektywna.

Po jakimś czasie uwolniłam się od wielu problemów i traumy, jaką przeżywałam w ciagu obecnego życia. Oprócz tego zaobserwowałam wiele zmian, jakie nastąpiły wśród członków mojej rodziny, znajomych i otoczenia. Najtrudniej było zaufać temu, że ta niemal naiwnie prosta metoda może wprowadzić tyle zmian.

Rezultaty, jakie można osiągnąć praktykując ten proces, są różne i uzależnione od bagażu, jaki w sobie nosimy. U niektórych osób uwolnienie następuje bardzo szybko, bo nie nazbierali wielkiego śmietnika. Inni muszą popracować dłużej, bo ich problem może być bardziej złożony. Rezultat jest zawsze pozytywny. Zaczynamy odnajdywać i poznawać swoje prawdziwe JA.

Często zadajemy sobie pytanie, dlaczego spotykają nas nieszczęścia. Dlaczego odczuwamy lęk, czy też przyciągamy do siebie ciągle te same problemy? Dlaczego spotykamy jakąś osobę? Dlaczego właśnie tą osobę, a nie inną?

Aby zainteresowani tym tematem mogli częściowo znaleźć odpowiedź na podobne pytania, postanowiłam podzielić się niektórymi wiadomościami, jakie posiadam na temat Ho´oponopono, opracowanym przez Morrnah Nalamaku Simeona. Skorzystałam z wiadomości, jakie otrzymałam w czasie rozmów z Morrnah i z mojego własnego doświadczenia, jakie mam od ponad dwudziestu lat, zarówno jako praktykująca Ho´oponopono, jak też jako instruktorka.

BANK PAMIĘCI

Trudno powiedzieć, jak stare jest Ho´oponopono, bo jego historia sięga aż początków Stworzenia.

Było ono wcześniej znane w innych formach niż ta o jakiej chcę napisać, i stosowano je w obecności Kahuny, gdy wszyscy, którzy mieli udział w danym problemie, musieli być obecni podczas całego rytuału. Było też stosowane w relacji do innych ludzi, a nie w relacji do samego siebie.

Ho´oponopono, według Morrnah Simeona, jest unikalną metodą, ponieważ by rozwiązać problem, nie musimy się zwracać do żadnej innej osoby, jak Kahuna czy terapeuta. Dokonujemy całego procesu Ho´oponopono bez fizycznej obecności osób, które mają w nim udział.

W metodzie tej wychodzimy z założenia, że skoro napotykamy jakieś trudności, to je w jakiś sposób do siebie przyciągneliśmy, więc mamy w tym udział. Takim „magnesem” przyciągającym różne nasze doświadczenia jest nasza podświadomość. W niej znajduje się bank pamięci wszystkiego, czego doświadczyliśmy od milionów lat. Skoro udało nam się zmagazynować pamięć o wielu traumatycznych zdarzeniach, jesteśmy również w stanie opróżnić ten magazyn i zmienić naszą rzeczywistość na zupełnie inną.

*

Właśnie nie tak dawno oglądałam program telewizyjny o ludziach, którzy poszukują swoich przodków za pomocą DNA. Czarna Amerykanka odnalazła białych krewnych z Texasu, a jej dalecy przodkowie pochodzili z Wybrzeża Kości Słoniowej. Okazuje się, że każdy z nas w ciągu 20 generacji ma ponad milion przodków. Każdy z tych przodków miał jeszcze swoją własną rodzinę, wiec mamy wielu krewnych i pewnie bardzo by nas zdziwiło, gdyby się okazało, że nasza wielka rodzina składa się z wielu ras. Taka informacja dała mi wiele do myślenia. Rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę, że jest nas tak dużo w jednej rodzinie i ile cech po nich wszystkich znajduje się w naszej własnej świadomości.

Skoro wszystko posiada w sobie „bank pamięci”, to ile zbieramy informacji, chociażby spotykając jakąś osobę, czy przebywając w jakimś konkretnym miejscu! Gdy spojrzeć na to wszystko od strony reinkarnacji i wędrówek dusz, to nazbieraliśmy wszyscy dobry śmietnik, który ukrywa tą wspaniałą istotę, jaką jest każdy z nas i każde inne Stworzenie.

W czasach, w których żyjemy, jesteśmy bombardowani milionami informacji i wcale się nie dziwię, że wiele osób nie może sobie z tym wszystkim poradzić, choruje, cierpi na stres i nie wie, jak się uwolnić. Zapomnieliśmy, kim tak naprawdę jesteśmy.

Wielu osobom znany jest fakt, że można uzdrawiać i wpływać na inne istoty znajdujące się zupełnie w innym końcu świata jedynie za pomocą umysłu. Morrnah opowiadała, że miała zdolności uzdrawiania już od wczesnego dzieciństwa i że dokonywała tego właśnie w ten sposób. Już w dzieciństwie odkryła, że odległość nie ma żadnego znaczenia. Aby wpłynąć na odległość, należy nawiązać kontakt pomiędzy swoimi własnymi trzema częściami umysłu, które według Hawajczyków stanowią wewnętrzną rodzinę: dzieckiem – Unihipili, matką – Uhane i ojcem tej rodziny – Aumakua.

Unihipili (podświadomość, bank pamięci) zawiera w sobie pamięć od milionów lat. Ma zdolność łączenia się z Aumakua - nadświadomością. To bardzo ważne, bo bez tego powiązania nie można prowadzić dialogu z Boskością. Świadoma część umysłu - Uhane, czyli intelekt ma za zadanie opiekę nad wewnętrznym dzieckiem i okazanie mu miłości. Intelekt odgrywa w Ho`oponopono role procesora, ale niczego nie wie.

Gdy jesteśmy konfrontowani z jakimś problemem, zwracamy się do naszej podświadomości, by znalazła w swoim banku pamięci informacje na temat danego problemu. Gdy podśwadomość odnajdzie te informacje, zostają one przesłane do nadświadomości, która z kolei przygotowuje je do oczyszczenia podczas całego procesu Ho´oponopono. Gdy przyczyny, które są formami myślowymi, zostaną oczyszczone na poziomie podświadomości, otrzymuje się pozytywny rezultat.

Unihipili pamięta wszystko, aż od czasów, gdy jeszcze było tylko pyłem i początkowym produktem Stwórcy. Jeszcze od kiedy było ziarnem piasku, cząsteczką, czy atomem. Zawiera w sobie pamięć wojen, bitew, tragedii - zarówno własnych, jak też innych osób, które w nich współuczestniczyły.

Powiedzmy, że np. przeżywamy konflikt z jakąś osobą. Ponieważ ta druga osoba jest stworzona przez Boskość, więc by naprawić ten problem, musimy zwrócić się do Boskości z prośbą o naprawienie danego błędu. W ten sposób działa proces Ho´oponopono. Niezależnie od tego, czy to własny problem, kogoś innego, czy też np. kawałka ziemi, na którym czujesz się niepewnie. Nie trzeba niczego wiedzieć, ale w specyficzny sposób, przeprowadzając proces Ho´oponopono, poprosić Stwórcę o wybaczenie tego, czego dokonało się, uczestnicząc w stworzeniu danego problemu.

Ho´oponopono mówi, że wszystko posiada trzy aspekty. Budynek, samochód i nawet buty to posiadają. Są też w stanie się ze sobą komunikować i wymieniać informacje za pomocą tzw. Sznurów Aka.

Proces Ho´oponopono odbywa się nie tylko między osobami, ale między każdą manifestacją Stworzenia i jej trzech części świadomości. Boskość jest we wszystkim.

Uzdrowienie może nastąpić tylko wtedy, gdy się powróci do właściwego rytmu. Za każdym razem, gdy jest się z niego wytrąconym, przeżywa się jakiś problem. Nie ma też dwóch osób, które maja dokładnie ten sam problem.

Gdy jesteś moim szefem i źle mnie traktujesz, mogę zadać sobie pytanie: “Co się we mnie dzieje, że ty traktujesz mnie w taki sposób? Czy może w którymś z moich poprzednich wcieleń zostałeś przeze mnie zamordowany, zabity, zastrzelony?” Podświadomość to wszystko pamięta. Jeśli kogoś w jakiś sposób uraziłam, w specyficzny sposób proszę o wybaczenie i o naprawienie błędu. W ten sposób oczyszcza się różne problemy i następuje spokój. Niczego nie poprawiamy na zewnątrz, ale wewnątrz siebie. Gdy reagujemy i korzystamy z siły woli, lub narzucamy innym naszą wolę, wstrzymujemy cały proces, a powinniśmy zezwolić Boskości na dokonanie tej pracy.

Spójrzmy na chorobę raka. Przyczyną jest strach generowany u ludzi przez miliony lat. Może on pochodzić z różnych miejsc, planet, przeżyć. Nikt tego nie wie. Jedno jest pewne. Osoba chora na raka jest wytrącona z rytmu. Trzeba się zwrócić do Boskości, by to skorygowała i naprowadziła daną osobę z powrotem do rytmu przez usunięcie przyczyn powstania tej choroby. Gdy osoba powróci do swojego własnego rytmu, nastąpi uzdrowienie.

WSZYSTKO MA PAMIEC

Woda, jak wszystko inne, posiada bank pamięci. Gdy pijesz wodę, zawierającą pamięć sprzed wielu, wielu lat, przejmujesz wszystkie problemy, które znajdują się w podświadomości tej wody.

Masaru Emoto wydał wspaniałą książkę ze swoimi fotografiami kryształów wody pochodzącej z różnych miejsc na ziemi. Sfotografował również kryształki wody, która została poddana doświadczeniom. Widzimy wyraźnie różnice między wodą „słuchającą” symfonii, a tą która „słuchała” hard-rock`a. Są też ogromne różnice pomiędzy wodą „słuchającą” pięknych słów, a tą która „słuchała” przekleństwa. Fizyczny wygląd tych kryształów to jeszcze nie wszystko. W głębi znajduje się dużo więcej. Jest tam zanotowana każda informacja, z jaką ta woda się zetknęła.

Ho´oponopono uczy, jak oczyszczać wodę z jej całą pamięcią, prosząc Boskość o uwolnienie jej od problemów. Naucza jak oczyścić wszystko, co zawiera szkodliwą pamięć. Nie tylko wodę, ale wszystko możliwe w naszym życiu i środowisku.

Można taki proces opisać tak, że zwracasz się do wewnętrznego dziecka, które kontroluje te problemy. Dziecko zagląda w swoją pamięć, odnajduje przyczyny i przekazuje je do nadświadomości (Aumakua), która z kolei wysubtelnia to i przekazuje do Boskości. Boskość patrzy na to i ocenia, w jaki sposób da się to zrobić, i zaczyna naprawiać błąd. Poprawa następuje najpierw na poziomie duchowym, następnie na poziomie mentalnym i w końcu na poziomie fizycznym, a nie odwrotnie.

Wróćmy do konceptu, że podświadomość jest we wszystkim i posiada w sobie pamięć. Także wszystko, z czym się spotykamy, ma na nas wpływ, i odwrotnie. Jeśli gdzieś toczyły się walki, miało to wpływ na to miejsce. Gdy zbudujemy tam dom, mozemy sie tam zle poczuc.

Powiedzmy, że znajdujesz się w miejscu, a nie znasz jego przeszłości. Ziemia natomiast pamięta całą depresję i różne nieszczęścia. Zaczynasz ulegać wpływom tej pamięci, ponieważ nasza podświadomość nie przebiera. Jeśli brałeś czynny udział w nieszczęściu, twoja własna podświadomość może reagować nawet bardzo gwałtownie.

Morrnah opowiadała, że któregoś dnia została wezwana na miejsce, gdzie wprowadziła się pewna rodzina. Nie było wcześniej w rodzinie picia alkoholu i nikt nikogo nie ranił. Problemy zaczęły się około dwóch do trzech tygodni po przeprowadzce. Mąż zaczął bić żonę, a syn zaczął pić alkohol i bić swojego ojca. Morrnah, która od dziecka miała ogromne zdolności komunikowania z Wszechświatem, zapytała Boskość, co jest przyczyną tego problemu. Otrzymała odpowiedź, że w tym miejscu toczyły się bitwy wojenne. Podświadomość tej ziemi była przeciążona pamięcią cierpień i strachu. Gdy rodzina zjawiła się w tym miejscu, ich podświadomości przejęły to wszystko. Po oczyszczeniu ziemi przestali pić i wyrządzać sobie nawzajem krzywdy.

Możesz oczyścić jakieś miejsce, zanim się tam wybierzesz, albo zastosować ochronę, która zneutralizuje wszystko, co pochodzi z ziemi.

Osobiście również spotkałam się z sytuacjami, gdy osoby zamieszkujące jakieś miejsce miały wiele problemów ze zdrowiem psychicznym, a inni obserwowali niewytłumaczalne zjawiska. Po oczyszczeniu miejsca, wszystko wracało do normy i następował spokój. Wiele takich miejsc znajduje się w Polsce. Takimi najbardziej obciążonymi miejscami są getta, gdzie ludzie przeżyli wiele traumy, nie mówiąc już o obozach koncentracyjnych. Ale wystarczy pomyśleć o gabinecie dentystycznym, przez który przewijało się bardzo dużo ludzi lękających się tego, co ich tam może czekać. Nawet narzędzia, jakimi posługuje się dentysta czy chirurg, posiadają w sobie pamięć. Pamiętają, skąd pochodziły jeszcze jako minerał, pamiętają kto je wykonał, a nawet wszystkie osoby, które miały je w rękach. Pamiętają też wszystkich pacjentów. Jeśli stal powstała ze stopu, w którego skład wszedł metal pochodzący z samochodu z wypadku, atomy narzędzia będą pamiętały nawet taki wypadek.

Kiedyś, wiele lat temu uczestniczyłam w warsztatach prowadzonych przez angielskie medium Robina Winbow´a, który przyjeżdżał do Kopenhagi i uczył nas „odczytywać” pamięć zanotowaną w różnych przedmiotach. Spotkania odbywały się kilka razy rocznie i za każdym razem mieliśmy odkrywać nasze zdolności paranormalne. Kiedyś każdy z nas miał przynieść klucze, które położyliśmy na tacy. Mieliśmy wziąć do rąk klucze innej osoby, nie wiedząc czyje. Po uprzednim przygotowaniu, „wczuwaliśmy się” w klucze i opisywaliśmy mieszkanie właściciela. To było zaskakujące, jak każdy z nas potrafił opisać szczegóły domów, włącznie z ich atmosferą. To samo było z innymi przedmiotami należącymi do innych osób. Nasza podświadomość nawiązała kontakt z podświadomością kluczy, a one były połączone z miejscem zamieszkania, a nawet jego mieszkańcami. W ten sposób pracuje wielu tzw. jasnowidzów, trzymając w dłoni przedmiot nalezacy do klienta, nawet nie zdajac sobie sprawy z tego w jaki sposob otrzymuja informacje. Tego typu jasnowidzenie nazywamy " cold reading ", czyli zimne odczytywanie, co nie ma nic wspolnego z przekazywaniem wiedzy pochodzacej od Zrodla.

Któregoś dnia mieliśmy zajęcia w pewnym budynku w Kopenhadze. Gdy weszliśmy już w stan medytacyjny, nagle poczułam silny ból w rękach. Inne osoby też zwróciły uwagę na to samo. Nie rozumiałam wtedy, dlaczego tak się stało i tłumaczyłam to sobie jakimś promieniowaniem. Dopiero po kilku latach dowiedziałam się, że w tym miejscu stracono zdrajcę króla duńskiego. Tam właśnie obcięto mu ręce. To nasze podświadomości, łącząc się z podświadomością miejsca lub przedmiotu, wymieniały ze sobą informacje. Często, gdy wchodzimy do jakiegoś domu, odczuwamy atmosferę danego miejsca. W miejscach, gdzie ich mieszkańcy żyją w harmonii, czujemy się lepiej niż w takich, gdzie są skłóceni. W tych ostatnich jest jakaś ciężka energia i czujemy się przytłoczeni.

Jest wiele teorii mówiących, że przechodzimy różne wcielenia, by się rozwijać, osiągnąć wyższy stopień świadomości i że wszystkie traumatyczne przeżycia, mają swój cel, bo czegoś nas uczą. Według Morrnah takie wędrówki nie mają sensu. Jeśli pamięć o traumach, którą można porównać do rysy na płycie gramofonowej, nie zostanie oczyszczona, będzie się to wszystko w kółko powtarzać. Powracanie do jakichś miejsc, z którymi mamy związki karmiczne, tez nie ma sensu, bo jest to tylko „staniem w miejscu”. To nas niczego nie uczy.

PAMIĘĆ MIEJSCA

Nie tylko człowiek, woda, czy posiadłość ziemska, albo przedmiot posiada swoją podświadomość, ale posiada ją również każdy naród. Podświadomość np. ziemi Danii zawiera w sobie pamięć wszystkich cierpień i bólu, wszystkich ludzi, Wikingów i całej przelanej krwi. Dania ma problemy, bo ludzie je mają. Jeśli mieszkańcy tego kraju nie oczyszczą się, kraj nie będzie mógł się poruszać naprzód i stać się lżejszym. Ten sam problem widzimy w wielu innych krajach świata.

Uwalnianie ciężaru każdej narodowości to ogromna praca. Zadanie uwalniania różnych krajów było powołaniem Morrnah. Uwalniała kraje i nawet inne planety. My, jako indywidualne istoty możemy mieć wielki wpływ, oczyszczając wszystko, co sami tutaj wnieśliśmy. Jeśli każdy z nas oczyści swój własny wkład w cierpieniach, cały kraj stanie sie lżejszy. Dotyczy to każdego kraju, a zwłaszcza tego, w którym przebywamy.

Jak już wspomniałam, każdy kraj posiada swoje własne Unihipili. Unihipili Polski to obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Wielu ludzi zwracało się tam z prośbą o pomoc, pozostawiając swoje problemy, jak łzy, żal, zmartwienia, zamiast je rozwiązać przez własne oczyszczenie. Unihipili Polski zostało przeciążone cierpieniami wojen, zaborów, plag i innymi cierpieniami. Morrnah, będąc w Polsce w październiku 1989 roku, uwalniała Unihipili narodu polskiego z najcięższych cierpień w dziejach historii. Było przy tym kilkanaście osób. Nie było widać, jak tego dokonała, bo stała w miejscu i przeprowadzała proces ho´oponopono. Wszyscy to odczuliśmy. Niektóre osoby miały zawroty głowy. Ja nagle poczułam bóle krzyża. Było to oznaką, że powinnam się oczyścić z negatywnych związków z tym miejscem. Gdy tego dokonałam, ból zniknął. ( Informacje na temat zdarzenia w Częstochowie można znaleźć w artykule Joanny Mądrzak, jaki napisała dla czasopisma „Czwarty Wymiar” nr 8/2007 )

Metoda opracowana przez Morrnah jest rzeczywiście bardzo prosta. Każdy z nas, oczyszczając swoje obecne problemy, będzie automatycznie uwalniać rodzinę, przodków, kraj, Ziemię i Wszechświat.

Przykładem tego, jak pamięć miejsca czy przedmiotów może na nas wpływać, jest pewna historia, którą tu opiszę. Zwróciła się kiedyś do mnie matka młodego mężczyzny. Syn cierpiał na socjofobię, czyli paniczne napady lęku w kontaktach z ludźmi, które go wyniszczały (także fizycznie) i uniemożliwiały jego funkcjonowanie w społeczeństwie. Chłopak miał spontaniczne wizje, w których widział mundury wojskowe albo pasiaki. W całej rodzinie było dużo problemów, więc starałam się namówić tą panią, by zjawiła się na jednym z kursów Ho´oponopono, jakie od czasu do czasu prowadzę w Polsce.

Dom, w którym mieszkali, został wybudowany z elementów przywiezionych w dniu urodzenia syna. Okazało się, że do zaprawy cementowej, jakiej używali, dokładali gruz betonowy pochodzący z rozbiórki posadzki hali fabrycznej, w której w czasie wojny był obóz pracy jeńcow polskich, francuskich oraz Żydów z tego miasta i okolic. Wszyscy żydowscy więźniowie zostali tam rozstrzelani. Gdy to uslyszalam, natychmiast zdałam sobie sprawę z tego, że w tym gruzie była pamięć o cierpieniach. Rodzina posiadała inne przedmioty pochodzące z terenu starego getta, gdzie z jednej strony rozstrzelano wszystkich podczas likwidacji tego getta, a po drugiej stronie spalono żywcem 250 młodych mężczyzn.

Doszłam do wniosku, że chłopak w jakiś sposób ma powiązania z tym wszystkim i dlatego tak mocno reaguje. Może sam, we wcześniejszej inkarnacji, miał traumatyczne przeżycia związane z wojną. Może przeżył traumę właśnie w miejscu, skąd pochodził beton do zbudowania fundamentów, albo też w jego podświadomości były inne informacje mające połączenie z tymi miejscami lub zdarzeniami. Może w jakiś sposób uczestniczył w więzieniu ludzi albo w egzekucjach dokonywanych na więźniach. Mógł być ofiarą, ale też mógł być tym mordującym. Może po prostu był bardzo wrażliwy, ale spekulacje na temat tego, dlaczego cierpiał, nie miały właściwie znaczenia. W każdym bądź razie proces ho´oponopono tak podziałał, że po krótkim czasie chłopak się lepiej poczuł i zaczął wychodzić z domu.

Wiele osób, które nauczyły się procesu ho´oponopono, odniosło pozytywne rezultaty i zaczęło ufać w jego skuteczność. Niektórzy porzucają pracę nad sobą i oczyszczą jakiś palący ich problem. Inni praktykują to przez wiele lat, a jeszcze inni wracają do tego po latach, czy miesiącach, gdy czują taką potrzebę. Morrnah uważała, że powinniśmy dokonywać oczyszczenia każdego dnia. Niektórzy terapeuci zaczeli stosować Ho´oponopono w swojej pracy.

Wydawałoby się, że wypadki na ulicach czy problemy znajomych i sąsiadów nie dotyczą nas samych. Gdy widzimy dwie osoby, które - na przykład - kłócą się ze sobą, albo gdy dochodzi do bijatyki, oznacza to, że mamy w tym udział.

Gdy jestem świadkiem poważnych problemów w moim otoczeniu i czuję się tym poruszona, zwracam się z pokorą do Boskości i za pomocą procesu ho´oponopono oczyszczam mój udział w stworzeniu danej sytuacji. Nie znam innej metody, która może wprowadzić pokój. Protesty, psychologia i żadne lekarstwa nie pomogą. Wyrażanie współczucia niczego nie rozwiąże. Ale gdy spojrzysz w siebie, to podziała.

WZAJEMNE WPŁYWY

Okazywanie współczucia jest na poziomie Uhane, czyli intelektu, tymczasem w podświadomości może być pamięć, by kogoś zabić. Ho´oponopono, według Morrnah Simeona, nie jest metodą, w której wystarcza komuś powiedzieć: „kocham ciebie”, ale pracuje się na dużo wyższym poziomie. Można sobie również postawić znak zapytania wobec skuteczności działania kręgów New Age, wobec uzdrawiania i podejmowania odpowiedzialności za innych, albo wobec próby udzielania pomocy innym.

Wcześniej wspomniałam, że kiedyś, przez wiele lat, pracowałam jako terapeutka. Czasem po takim posiedzeniu byłam trochę zmęczona. W czasie rozmowy z klientami słyszałam o ich przeróżnych przeżyciach i patrzyłam na to, jakby to był wyłącznie ich problem. Po jakimś czasie zaczęłam zastanawiać się nad moimi własnymi spostrzeżeniami. Najwyraźniej widziałam to, gdy miałam całe fale klientów z tym samym problemem. Gdy przychodziło do mnie kilka osób z bólami w kolanie, dochodziło do tego, że sama zaczęłam mieć tego samego rodzaju bóle. Czułam się wyczerpana i też obciążona tymi wszystkimi historiami, o jakich słyszałam, ale zaczęłam widzieć, że moi klienci uczą i przekazują mi wiedzę o mnie samej. Później zrozumiałam, że przyczyną tego wszystkiego są formy myślowe, które znajdują się w naszej aurze, a tym samym w naszej podświadomości. Zrozumiałam też, że niczego nie można wyleczyć bez oczyszczenia przyczyn. Wszystko inne jest tylko „plastrem” nalepionym na ranę.

Gdy poznałam ho´oponopono, zaczęłam stosować ochronę, dzięki której nie dopuszczałam już do wymiany negatywnej i szkodliwej energii, ale także po każdej terapii, jaka by ona nie była, przeprowadzałam cały proces oczyszczania. Opowiedziałam o tym znajomemu, który poradził mi, żebym rzuciła wszystko inne i zajęła się wyłącznie prowadzeniem procesu Ho`oponopono. Tak tez uczynilam. Zaprzestalam tez pracowac jako terapeutka i zaczelam oczyszczac siebie sama i nauczac.

Gdy się spotyka problem innego rodzaju, np. bardzo nieprzyjemnego szefa, istnieje również jakaś przyczyna. Przyczyną może być wspólne traumatyczne przeżycie w przeszłości. Może samemu było się dominującym szefem. Nawet samo oczekiwanie, czy lęk przed tym, że się spotka nieprzyjemnego szefa może spowodować, że właśnie takiego się spotka. Uwalniając się od elementów, jakie powodują spotkanie takiej osoby, oczyszcza się siebie samego i jednocześnie zmienia się zachowanie tego szefa. Najlepszy w tym wszystkim jest fakt, że nawet nie musimy wiedzieć, co jest przyczyną.

UDZIAŁ W PROBLEMACH

Często terapeuci, nawet masażyści przejmują wszystkie ukryte problemy drugiej osoby i wielu kończy swoją karierę. Sami też przekazują cały swój „śmietnik” innej osobie. Dzieje się tak dlatego, że w każdej relacji tworzymy Sznury Aka. Porównałabym je do nici pajęczyny. Wszystkie informacje, czyli formy myślowe znajdujące się w naszej aurze, zostają przekazywane poprzez te sznury. Jeśli w banku pamięci terapeuty znajdują się podobne informacje o danym problemie, z jakim przychodzi klient, zostają one rozbudzone albo wzmocnione u niego samego. To samo może się stać z klientem. Poza tym w wielu formach terapii korzysta się z wiedzy wyuczonej, czyli z rozumowania albo myśli racjonalnej. Tymczasem my niczego nie wiemy. Nie możemy się powstrzymać od manipulowania, i nawet w Reiki, gdzie się jest kanałem przekazującym energię życiową, trudno nam przestać rozumować.

Jeśli terapeuta nie jest specjalistą „z prawdziwego zdarzenia” i nie potrafi się ochronić, ryzykuje utratą własnej energii. Poza tym, często się zdarza, że po jakimś czasie problem się powtarza, ponieważ przyczyna problemu nie została usunięta. Podobne sytuacje widzi się nawet w szpitalnictwie i całej służbie zdrowia, gdzie właściwie leczy się symptomy, a nie ich przyczyny.

Kiedyś zapytałam Morrnah o to, dlaczego ludzie głodują w Afryce. Odpowiedziała mi, że jeśli głoduję w Afryce, to sama stworzyłam ten problem. To znaczy, że mam negatywne karmiczne powiązania z tym kontynentem. Jeśli skrzywdziłam tą ziemię czy kraj, będzie mi on odmawiał wsparcia. Opowiadała o kobiecie, która miała ogromne wspaniale prosperujące gospodarstwo. Przyjmowała do prac sezonowych wiele różnych osób, które często przeklinały i miały w sobie dużo złości. Zbiory z pól spadły o trzy czwarte tego, co produkowali wcześniej. Ziemia czuła się nieszczęśliwa i cierpiała. Kobieta ta nauczyła się, jak przeprowadzać proces ho´oponopono i jej produkcja znów zaczęła wzrastać.

Poziom pracy z globalnymi problemami jest dużo głębszy niż by się to wydawało. Ludzie pracują nad praktycznymi problemami na ziemi, jak ekologia i głód. Starają się wysyłać pozytywne myśli z chęcią poprawienia warunków na świecie, ale to wcale nie ma pozytywnego wpływu, ponieważ usiłują naprawiać błędy jedynie na poziomie fizycznym, podczas gdy należy to zrobić na poziomie duchowym. Głodu nie można zlikwidować, wysyłając żywność, bo on powróci. To trzeba oczyścić karmicznie.

Jeśli wyślę Światło, powiedzmy, do Afryki, nie da to żadnego efektu, ponieważ nawet za światłem mogą kryć się bardzo ciemne chmury. My, którzy poznaliśmy ho`oponopono, stosujemy „Peace of I”, czyli „Boską Kolumnę Pokoju”, pochodzącą od Boskości. Jest to Boską Myślą i nie ma nic wspólnego z Białym Światłem. Gdy myśl pochodzi od Boskości, wszystko może się zmienić, natomiast gdy pochodzi od intelektu, niczego się nie zmieni. Im więcej ludzi będzie pracować nad swoimi relacjami z danym krajem, czy kontynentem, tym szybciej rozwiążą problemy. Ludzie powinni uzdrawiać samych siebie na poziomie przyczyn. Wtedy osiągną trwałe rezultaty.

ODWIECZNA PAMIEĆ

Od samego początku ludzie na ziemi manipulowali i zwracali się jeden do drugiego. Uważali, że są mądrzejsi od Boga. Większość osób stara się rozwiązywać problemy, korzystając tylko z dwóch części umysłu, a tymczasem intelekt niczego nie wie. W Ho´oponopono korzystamy z trzech części, całej naszej wewnętrznej rodziny. To otwiera drzwi. Gdy zwrócisz się do Boga jako „Cała Rodzina”, wtedy ciebie wysłucha, wszystko inne będzie arogancją.

Ho´oponopono nie polega na tym, by zwalczyć Ego, ale na tym, by połączyć trzy części swojego umysłu w JEDNO i wrócić do tego stanu szczęśliwości, w jakim byliśmy na samym Początku.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek postaci bez pisemnej zgody autorki tego artykułu, Anny Kligert

 

 

BIAŁA MAGIA KAHUNÓW (fragmenty tekstów)

 

Ho'oponopono- powrót do domu

Czwarty Wymiar nr.8/2007

Joanna Mądrzak

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek postaci bez pisemnej zgody autorki tego artykułu, Joanny Mądrzak

 

Gdy zaakceptujemy, iż jesteśmy całkowitą sumą wszystkich minionych myśli, uczuć, słów i czynów, że nasze obecne życie i podejmowanie decyzji zabarwione jest pamięcią z przeszłości, zaczynamy dostrzegać jak proces Ho'oponopono, który koryguje i naprawia błędy, może zmienić całe nasze życie, naszą rodzinę i społeczeństwo.

 

 

Przodkowie dzisiejszych Hawajczyków zasiedlili Wyspy Hawajskie na początku naszej ery. Przybyli najprawdopodobniej z Markizów oraz z innych wysp Polinezji. Według legend byli potomkami mieszkańców Plejad, którzy przybyli na Ziemię przed wieloma tysiącami lat i osiedlili się na wielkiej wyspie Oceanu Spokojnego, która nazywała się Mu. Ich wiedza została rozpowszechniona w Chinach, Egipcie, Indiach i innych regionach. Legenda ta wydaje się fantastyczna, jednak wiele pojęć charakterystycznych dla starożytnej hawajskiej wiedzy dotyczącej człowieka można odnaleźć w tradycjach ezoterycznych różnych innych kultur. Co więcej, są one wykorzystywane do dziś w bardzo współczesnych technikach, takich jak NLP.

Do momentu pojawienia się na Hawajach chrześcijańskich misjonarzy nie istniał tam język pisany, wiedza była przekazywana ustnie. Kahuna - czyli ten, który strzeże tajemnicy, musiał dokładnie opanować słowa pieśni, w których zawarte były informacje dotyczące różnych dziedzin życia. Byli więc Kahuni specjaliści od polowań, budowania łodzi, uzdrawiania. Kahuna Lapu'au znaczy po hawajsku "specjalista od uzdrawiania".

Istotą hawajskiej filozofii było "lokahi", czyli jedność oraz "pono" - harmonia ze wszystkimi, wszystkim, co istnieje, z całym kosmosem. Wszystkie istoty oraz materia nieożywiona zrodziła się według ich wierzeń ze związku ojca w niebie Wakea oraz ziemskiej matki Papa. Wszystko więc, od człowieka po najmniejszy kamień, ma swoją duszę, świadomość i zdolność komunikacji.

Ostatnią królową Hawajów była Lilinokalani. W 1893 została obalona w wyniku inwazji zbrojnej USA. Wyspy zostały zaanektowane przez rząd amerykański. Zdetronizowana królowa podjęła wówczas próbę przetłumaczenia na język angielski Kumulipo - starożytnej hawajskiej pieśni stworzenia.

Trzydzieści lat później urodziła się Morrnah Nalamaku Simeona. Jej ojciec pamiętał jeszcze wolne Hawaje i należał do dworu królowej. Morrnah była zaledwie trzyletnią dziewczynką, gdy ujawniła niezwykły dar uzdrawiania. Rozpoznano w niej Kahunę Lapa'au - uzdrowicielkę. Morrnah nie pobierała żadnych nauk w tej dziedzinie, posiadała już bowiem całą wiedzę. Przyszła z nią na świat. Była niezwykłym dzieckiem, do dziś krążą legendy o tym, jak wkładała rękę do rzeki, a ryby same podpływały do jej dłoni. Gdy była już dojrzałą kobietą, zachorowała na raka, nowotwór okazał się być złośliwy. Był to przełomowy moment w jej życiu i misji, jaką miała do zrealizowania na Ziemi. Wyzdrowiała dzięki swoim zdolnościom, wiedzy oraz zastosowaniu starożytnego hawajskiego procesu Ho'oponopono.

Tradycyjne Ho'ponopono, zawsze prowadzone przez Kahunę, było ważnym elementem życia społeczności hawajskiej - Ohany. Żaden problem nie był tam rozpatrywany w oderwaniu od reszty rodziny i wszystkich osób z nim związanych. Jednak Morrnah otrzymała Ho'oponopono wprost ze Źródła, nikt nie uczył jej tego procesu.

Doświadczywszy mocy Ho'oponopono, postanowiła zaadaptować je w taki sposób, aby mogło być opanowane i stosowane indywidualnie przez każdego przeciętnego człowieka, nawet, jeśli nie specjalizuje się w uleczaniu innych. Wyzwaniem było przełożenie wiedzy dotyczącej tego procesu na język angielski. Hawajski jest językiem aglutacyjnym, nie posiada znanej nam gramatyki, fleksji i składni, wyrazy tworzy się w nim poprzez powtarzanie sylab. Od tysięcy lat wiedza przekazywana była z ust do ust. Uczeń nie mógł zmienić ani jednego słowa, ani jednej sylaby. Dzięki temu mądrość starożytnych Hawajczyków przetrwała. Wierności przekazu zawdzięcza ona zachowanie czystej formy przez tyle tysięcy lat. Większość innych starożytnych przekładów została tak zniekształcona, wielokrotnie tendencyjnie przeinterpretowana, że słowa zatraciły swą moc i prawdziwe znaczenie. Morrnah otrzymała duchowe prowadzenie - tak powstała SELF- I - DENTITY, SAMO-IDENTYCZNOŚĆ POPRZEZ HO'OPONOPONO - proces oczyszczania, uwalniania, w którym bierze udział człowiek w bezpośrednim połączeniu z Boskością. W procesie tym odnajduje on swoją boską cząstkę, swoje JA. SAMO-IDENTYCZNOŚĆ, to powrót do źródła, powrót do domu. Bardzo dbała o to, żeby znaczenie słów nie zostało zniekształcone. Ofiarowała ona światu skarb Miłości i Wybaczania w działaniu. Był to jednak dar dedykowany nie tylko człowiekowi Zachodu, ale dar dla całej planety.

W latach siedemdziesiątych Morrnah założyła ona "The Foundation of I" Freedom of Cosmos, (Fundacja JA, Wolność Kosmosu), której zadaniem było propagować Ho'oponopono. W Europie powstał jej oddział Pacifica Seminars.

W roku 1980 Morrnah postanowiła opuścić Hawaje, żeby podzielić się tym darem ze światem zachodnim.

Mornah wykładała i nauczała w wielu stanach Ameryki Północnej oraz w Europie i na pozostałych kontynentach. W spotkaniach z nią brały udział ogromne rzesze ludzi. Podczas wizyty w Chinach liczba uczestników kursu przekroczyła piętnaście tysięcy. Jej prace zostały przetłumaczone na kilkanaście języków. SAMO-IDENTYCZNOŚĆ poprzez Ho'oponopono okazała się być tak głęboko działającym i skutecznym narzędziem, że zainteresowały się nim instytucje naukowe, medyczne, uczelnie oraz organizacje społeczne i międzynarodowe. Organizacja Narodów Zjednoczonych trzykrotnie zaprosiła ją na wykłady i szkolenia. Była zapraszana również na posiedzenia Światowej Organizacji Zdrowia. Dzięki niej procesu nauczyło się ponad półtora miliona osób na całym świecie.

Morrnah mówiła, że współczesnemu człowiekowi Zachodu bardzo trudno jest odłożyć na bok analityczne myślenie i zbliżyć się do swojego Wyższego Ja. Ludzie Zachodu sięgają bowiem wyżyn intelektualnych i to na wiele ekstremalnych sposobów. Płacą za to poczuciem rozbicia i oddzielenia. Wpadając w pułapkę analizy, nie dopuszczają Boskości do swego życia. Zamiast tego prowadzą nieustanną walkę ze wszystkimi problemami i przeciwnościami. Nie pozwalają, aby boska energia płynęła poprzez nich i działała dla ich najwyższego dobra. Nie chcą powierzyć jej swoich problemów, wolą walczyć sami. Nie potrafią zrozumieć, że świat zewnętrzny nie jest niezależną od nich kreacją. Nie chcą zaakceptować, że jest on jedynie odzwierciedleniem ich własnego wnętrza. Powtarzała zawsze, że każdy stres, choroba, problem w relacjach może być uleczony dzięki pracy z samym sobą.

Ho'oponopono polecała szczególnie osobom, które zajmowały się uzdrawianiem, zarówno w ramach medycyny zachodniej, jak i healerom. Podkreślała, że wszyscy jesteśmy połączeni ze sobą więzami karmicznymi, tak więc bardzo wskazane jest, żeby oczyścić takie połączenia pomiędzy pacjentem a uzdrowicielem, gdyż w innym przypadku mogą się one uaktywnić w procesie. Morrnah była niezwykle skromną, pełną pokory, zawsze posłuszną boskiemu prowadzeniu osobą. Wierzyła, że jeśli pacjent trafił właśnie do niej, to ona jest w jakiś sposób współodpowiedzialna za jego chorobę. Dlatego tak częste są przypadki, gdy dany uzdrowiciel nie powinien po prostu pracować z jakimś pacjentem. Zawsze należy prosić o pozwolenie pracy z konkretną osobą. Jeśli się go nie uzyska i pomimo to podejmie się terapii, wówczas można przejąć na siebie jego karmicznie obciążenia.

W 1983 roku w uznaniu jej zdolności, pracy i oddania hawajskiemu językowi, kulturze oraz kultywowaniu sztuki uzdrawiania i nauczanie SAMO-IDENTYCZNOŚCI poprzez Ho'oponopono władze Stanu Hawaje oraz Misja Hongwanji w Honolulu uhonorowały ją tytułem "Living Treasure of Hawaii" ("Żyjący Skarb Hawajów").

Nie był to jedyny z zasłużonych zaszczytów, jakie ją spotkały. ONZ oraz Uniwersytet Cambridge opublikowały jej biografię, podkreślając zasługi dla społeczeństwa..

Morrnah odwiedziła również Polskę i to w bardzo ważnym dla naszego kraju momencie. Nauczała Ho'oponopono, a następnie udała się na Jasną Górę w celu oczyszczenie i uwolnienia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej oraz skarbca klasztornego z energii żalu i rozpaczy, której niezmierzone pokłady nagromadziły się tam od początku istnienia. Miejsce to, tak ważne dla naszego narodu, stanowi jego podświadomość, w której kumulowana jest pamięć bolesnych, traumatycznych wydarzeń. Przez setki lat nagromadziły się tam olbrzymie pokłady żalów, problemów, bolączek i tragedii ludzi, którzy trafiali tam z prośbą o boskie wstawiennictwo. W tej niezwykłej pielgrzymce Morrnah towarzyszyła ekipa TV. Jeszcze podczas jej pobytu w Polsce telewizja pokazała z nią wywiad. Morrnah twierdziła, że teraz, gdy podświadomość Polski jest oczyszczona z najcięższego bagażu, zarówno Polska, jak i Europa będą mogły w końcu uzyskać wolność. Przepowiedziała rozbicie skostniałego systemu w Europie. 14 i 15 października Morrnah nauczała Ho'oponopono w Warszawie, po czym udała się do Częstochowy. Cztery tygodnie później, 9 listopada 1989 roku runął Mur Berliński.

11 listopada 1992 roku Morrnah przebywała w Niemczech. Nagle oznajmiła, iż jej zadanie na Ziemi zostało już wykonane i po prostu udała się na spoczynek. Odeszła z taką samą pokorą, z jaką szła przez życie.

We wrześniowym numerze "Czwartego Wymiaru" opublikujemy wywiad z Anną Kligert, malarką i uzdrowicielką, byłą uczennicą, asystentką oraz tłumaczką Morrnah, która towarzyszyła Kahunce w podróży do Polski. Jest ona jedyną osoba, której Morrnah udzieliła pozwolenia na nauczanie Ho'oponopono w Polsce i w Danii.

 

 

 

ROZMOWA

Rytuał Ho'oponopono (fragmenty tekstów)

Czwarty Wymiar nr.9/2007

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek postaci bez pisemnej zgody autorki tego artykułu, Joanny Mądrzak

W poprzednim numerze zamieściliśmy artykuł Joanny Mądrzak o Morrnah Nalamaku Simeonie (1913-1992), hawajskiej Kahunce Lapa'au. Poniżej publikujemy wywiad z jej uczennicą - Anną Kligert.

 

Pani Anno, była Pani uczennicą i asystentką niezwykłej osoby - Morrnah Nalamaku Simeona. W jakich okolicznościach się Panie spotkały?

W 1988 roku odbył się pierwszy Światowy Pokojowy Kongres Healerów w Danii. Wielu wspaniałych uzdrowicieli z całego świata prezentowało tam swoje metody leczenia. Pewnego dnia miałam uczestniczyć w prelekcji innej osoby. Prelekcja ta została odwołana, a ja "przypadkowo" trafiłam na wykład Morrnah. Zdecydowałam się wziąć udział w jej seminarium, podczas którego nauczała Ho'oponopono. Instruktor z Niemiec namówił mnie, żebym zaczęła tłumaczyć teksty Morrnah na język polski. Jakiś czas później Morrnah postanowiła odwiedzić Polskę. Wówczas nie znałam jeszcze celu jej podróży. Akurat tak się złożyło, że byłam w Warszawie pierwszy raz po wyjeździe i wstąpiłam do Towarzystwa Psychotronicznego, żeby kupić jakieś książki. Na tablicy ogłoszeniowej zobaczyłam ogłoszenie o kursach Huny. Zapytałam, czy są zainteresowani Ho'oponopono. Wyglądało to tak, jakby było zaplanowane z góry. Morrnah wysłała mnie do Warszawy, żeby przeprowadzić wstępną prelekcję. Niedługo potem przyjechałyśmy razem do Polski przeprowadzić kursy, na których miałam być tłumaczką. Potem spotkałam się z Morrnah kilka razy i nauczyłam się tzw. Basic II, czyli drugiej części procesu. Do tej nauki można przystąpić dopiero po kilku latach praktykowania części pierwszej. Praktykowałam Ho'oponopono w swoim codziennym życiu, znałam więc jego wartość. Zapragnęłam nauczać innych. Opowiedziałam o tym Morrnah. Powiedziała, że jeszcze nie jestem gotowa. Wtedy nie rozumiałam, dlaczego. Musiałam nad sobą intensywnie pracować przez wiele lat, zanim wyraziła zgodę na to, bym zaczęła nauczać.

 

Jaki był cel wizyty Morrnah w Polsce w 1989 roku?

 

Morrnah miała dwa cele. Pierwszy z nich był szczególną misją. Miała się bowiem udać do Częstochowy, na Jasną Górę i oczyścić to miejsce z traumatycznej pamięci całej Polski. Miejsce to ma też silne karmiczne powiązania z innymi krajami i narodami. (O tej misji pisaliśmy w nr. 8/2007 str. 49).

Drugim celem Morrnah było nauczanie Polaków procesu Ho'oponopono. Niestety pozostała tylko garstka osób, które wytrwale go stosowały, dzięki czemu wiele zmieniło się w ich życiu i w ich otoczeniu. Gdyby wszystkie 700 osób, które uczestniczyły wtedy w kursach, dalej praktykowało Ho'oponopono, prawdopodobnie wiele spraw w kraju wyglądałoby dzisiaj trochę inaczej.

Proces Ho'oponopono uwalnia nie tylko osobę, która go przeprowadza. Uwalnia również wszystkich i wszystko, co jest w ten proces włączone.

 

Co oznacza słowo Ho'oponopono i na czym polega rytuał? Wspomina Pani, że Morrnah "odnalazła" proces Ho'oponopono, czy to oznacza, że nie był on przedtem znany nikomu innemu?

 

Słowo Ho'oponopono, jak prawie każde słowo w języku hawajskim, składa się z kilku słów, z których każde ma również wiele znaczeń. "Ho" oznacza przynosić, przenosić, prezentować, dawać, odkładać, "pono" dobroć, moralną dobroć, to, co jest prawidłowe, poprawiać. Całe słowo Ho'oponopono oznacza powodować, właściwie postępować, naprawiać błąd.

Proces, którego nauczam, różni się od wielu rytuałów hawajskich. Składa się on z 12 stopni. Jest procesem skruchy, wybaczenia i przemiany. Jest on petycją do Miłości, czyli Światła, Boskości, by usunęła toksyczne energie ukryte w podświadomości. Boskość dokonuje tego w Umyśle, zaczynając od części spirytualnej, czyli Nadświadomości. Następnie oczyszcza część intelektualną, uwalniając ją od form myślowych. W końcu przesuwa się do części emocjonalnej - podświadomości, usuwając toksyczne emocje i wypełniając ją samą sobą, czyli Miłością.

Każdy problem zaczyna się od myśli. Samo myślenie nie jest problemem. Problemem są bolesne wspomnienia powiązane z myślami. Nienawiść, smutek, złość, brak tolerancji są truciznami, które można porównać do starych płyt gramofonowych, które ciągle, i ciągle przynoszą ból i cierpienie. Podświadomość często kojarzy zdarzenia lub osobę, którą spotykamy w czasie obecnym, z czymś, co nastąpiło w przeszłości. W takiej sytuacji emocje zostają uaktywnione i stają się przyczyną stresu. Ho'oponopono neutralizuje energie związane z osobą, miejscem czy przedmiotem. Zadaniem Ho'oponopono jest oczyszczenie, neutralizowanie i uwolnienie energii o niskiej wibracji i przetransformowanie jej w Miłość.

Praktykując Ho'oponopono, nie potrzebujemy wiedzy o przyczynie wywołującej problem. Jedyna informacja, jaka jest nam potrzebna, to uświadomienie sobie aktualnego problemu. Nasza podświadomość zna przyczynę, a praca intelektu jest prośbą o wybaczenie.

Oczyszczamy nie tylko siebie. Oczyszczamy również wszystkich i wszystko, co włączamy w proces, czyli: rodzinę, bliskich, przodków, zdarzenia, miejsca, przedmioty. Pamięć absolutnie wszystkiego, czego doświadczyliśmy od momentu Stworzenia zapisana jest jako formy myślowe i zachowana w ciele eterycznym. Można to porównać do komputera, który znany jest jako podświadomość, Unihipili, lub aspekt wewnętrznego dziecka. Innymi częściami naszego Jestestwa są Matka, znana jako Uhane, czyli racjonalna myśl, która wybiera i decyduje, oraz Ojciec- Aumakua, czyli nadświadomość lub aspekt spirytualny.

Te trzy części Jestestwa, to nasza wewnętrzna rodzina, która w normalnych warunkach powinna być zrównoważona, i która razem ze Stwórcą Boskim daje Samo-Identyczność, czyli Jedność z Bogiem.

Morrnah Simeona odnalazła stary proces Ho'oponopono, który był dokonywany od tysięcy lat. Był on znany jedynie Kahunom, których było niewielu. Pamiętajmy, że praktykowanie Huny, jak i Ho'oponopono było zakazane, od kiedy na Hawajach znaleźli się misjonarze. Stara hawajska wiedza przetrwała w ukryciu. Dopiero w końcu lat 70. zaczęto odkrywać te stare nauki, które były przekazywane tylko drogą ustną.

Punktem zwrotnym w życiu Morrnah był moment, w którym zachorowała na złośliwy nowotwór. Wówczas sama zaczęła stosować ten proces w celu uzdrowienia siebie. Potem dostosowała go do naszych czasów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W jaki sposób przebiegał ten proces na dawnych Hawajach?

 

Stary proces różnił się od procesu, którego nauczała Morrnah. Muszę tu dodać, że "Samo-Identyczność przez Ho'oponopono" różni się od wszystkich innych form. Według starej tradycji, każdy, kto był związany z danym problemem, musiał być fizycznie obecny w czasie rytuałów i pracować nad ich rozwiązaniem. Był to rytuał, w którym uczestniczyli "Starsi" w rodzinach, kapłani lub kapłanki i całe rodziny. Każdy był zmuszony do wypowiedzenia się, i jak Morrnah to określała, "wylania żalu", tak długo, aż wszystkie winy zostały ujawnione. W czasie takiego rytuału nikt nie mógł opuścić pomieszczenia. Rytuał był prowadzony przez Kahunę.

Proces opracowany przez Morrnah nie wymaga obecności innych osób. Przeprowadza się go samemu. Nie musimy zwracać się do kapłana, psychiatry, terapeuty czy innego specjalisty. Wszystko odbywa się pomiędzy trzema częściami naszego Ja a Boskością, która wie dokładnie, kim jesteśmy, co przeżyliśmy i czego nam potrzeba. Morrnah mówiła, że jedynie Boskość może usunąć i naprawić błąd. My możemy tylko o to prosić.

 

 

 

 

 

 

 

 

Czy polinezyjski rytuał może mieć swoje zastosowanie w Europie Środkowej? W tak odmiennej kulturze?

 

Proces Ho'oponopono z niczym nie koliduje i jest niezależny od tradycji, religii czy kultury. Korzystać z niego może każdy z nas. Zwraca się do Jestestwa, które jest w nas wszystkich. Poza tym Ho'oponopono jest procesem pochodzącym z Lemurii, starszej od Atlantydy. Według wielu przekazów właśnie stamtąd wywodzi się nasza cywilizacja. Jeśli założymy, że reinkarnacja istnieje, to możemy przyjąć, że każdy z nas mógł już wcześniej żyć w różnych częściach świata, nawet poza Ziemią, i zbierać informacje w swojej podświadomości, która nigdy nie umiera i przenosi je do kolejnych wcieleń. To daje nam wiele do myślenia, prawda?

 

Jakie korzyści może nam przynieść stosowanie tego rytuału?

 

Nie nazywałabym tego rytuałem. To jest proces, ponieważ każdy pracuje nad swoim Jestestwem i oczyszcza swój "komputer" krok po kroku. Tego się nie da zrobić za jednym razem. Proszę tylko pomyśleć, ile przeróżnych informacji zgromadziliśmy! Podświadomość tworzy powiązania, tzw. Sznury Aka, połączenia ze wszystkim, z czymkolwiek tylko ma do czynienia, nawet gdy nie jesteśmy tego świadomi. Na początku zajmujemy się najbardziej palącymi nas problemami. Z czasem zostają odkryte kolejne, głębsze warstwy, nad którymi również należy pracować.

Głównym celem procesu Ho'oponopono jest odnalezienie Boskości w samym sobie. Ho'oponopono to ogromny dar dla ludzkości, zwłaszcza w dzisiejszych, tak niespokojnych czasach. Prowadzi ono do wolności, do całkowitego wyzwolenia się spod władzy przeszłości. Pozwala nam żyć Tu i Teraz, żyć w pełni. Pozwala nam wrócić do domu.

Najważniejszym celem w życiu człowieka jest odnalezienie swojej prawdziwej Identyczności, swojego prawdziwego Ja, swojego miejsca we Wszechświecie i powrót do Miłości. Aby osiągnąć ten cel, powinniśmy uznać, że jesteśmy odpowiedzialni za stworzenie swojego życia takim, jak ono w tej chwili wygląda, że nie ma żadnej przyczyny czy winy na zewnątrz - poza nami. Każda osoba doświadcza innych korzyści.

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Mądrzak

 

 

 

Oczyszczanie pola energetycznego ho’oponopono

19 lipca 2010

 

Mojemu synkowi dziękuję, że poprzez karmienie piersią przeczytałam tyle wartościowych książek. Podpowiedziała mi to Marzenka- doświadczona acz wiecznie młoda duchem matka trojga. Wspaniałe wykorzystanie czasu i jakie wieloznaczne- karmisz dziecko fizycznie i mentalnie- bo sama się wzbogacasz! Na początku tego roku zainspirowana lekturą (dość przerażającej) książki Siergieja Łazariewa „Diagnostyka karmy” zaczęłam szukać alternatywnych dla terapii z autorem metod oczyszczania pola. Okazuje się , że karma może pochodzić nie tylko z innych wcieleń, ale przede wszystkim - z poprzednich pokoleń, a co ciekawsze poprzednie wcielenia nie są tak spektakularne, jak się słyszy. Najczęściej dusze reinkarnują się w tej samej rodzinie by przepracować problemy i je zneutralizować raz na zawsze, gdy to nie nastąpi możemy się spotkać za kilkadziesiąt lub kilkaset lat w kolejnej rodzinie. Zaburzenia pola, zgodnie z teorią Łazariewa, mogą oddziaływać na charakter, los, zdrowie, a ja bardzo zapragnęłam oczyścić kartę życia moich dzieci i swoją… Zbiegło się to z wizyta w rodzinnym mieście , gdzie zawsze spotykam się z moją serdeczną przyjaciółką jeszcze z podstawówkowej ławy. Marta oczywiście słyszała o Łazariewie i właśnie świeżo ukończyła kurs Ho’oponopono. Zgodnie z jej radą weszła m na stronę wydawnictwa Manawa – to oni wydali „What the bleep do we know?”! Ten fantastyczny film jest teraz dostępny w formie książki, tak jak to z „Sekretem” było.

Założycielka Manawy od lat interesuje się huną, a Ho’oponopono Mornah Simeony można poznać na szkoleniu prowadzonym przez Anne Kligert. Jest to cudowna metoda, dzięki której możesz oczyścić z negatywnych obciążeń (zarówno karmicznych jak i energetycznych)wszystko , aż do poziomu komórkowego!!! Tego szukałam, bo Łazariew nieźle mnie wystraszył.

Kurs miał się odbyć w Warszawie, termin mi trochę kolidował logistycznie i w porozumieniu z Anna Kligert postanowiłam wziąć w nim udział dopiero jesienią. W miedzy czasie dowiedziałam się o edycji krakowskiej na wiosnę i już planowałam tą daleką wyprawę, kiedy zadzwoniła do mnie Marta : ”Boguniu, ho’oponopono przyjeżdża do Ciebie, właśnie dostałam wiadomość , ze kurs odbędzie się w maju w Sopocie”. Hura, pragnienia się spełniają!

Nie potrafiłam racjonalnie wytłumaczyć, gdy znajomi pytali mnie dlaczego to robię – wejdź na stronę i przeczytaj sobie – odpowiadałam.

www.hooponopono.eu

Po prostu czułam , że tego potrzebuję by się odciąć od starych wzorców i odrodzić. Pierwszy dzień przyniósł wiele zaskoczeń :

tak dużo ludzi (jakieś 5 razy więcej niż to sobie wyobrażałam),

tak zróżnicowani wiekowo (jak na moje oko 10-80lat),

połowa to faceci (myślałam, ze będzie przewaga kobitek)

i wszyscy tacy normalni …

Na przerwie okazało się , ze jest wśród nich sporo bioenergoterapeutów, a że nigdy nie korzystałam z usług, to wyobrażałam sobie, że będą to kobiety-wróżki w długich spódnicach, kokach i z dziwną biżuterią. Tych ludzi było sporo, oczyszczali się z zaburzeń karmy wynikających z leczenia energią. Gdy wyciągasz negatywne wibracje – one zawsze gdzieś zostają we wszechświecie, można przenieść energię do kamienia, ale poprzez uczestnictwo w procesie nawet bioenergoterapeuta staje się jego współudziałowcem. Pierwszego dnia odzywał się we mnie co chwilę sceptyk, racjonalnie nie było mowy o tym, by to wyjaśnić. Pod koniec dnia zaczęłam to czuć… Następny dzień upewnił mnie tylko w słuszności uczestnictwa w kursie.

Dlaczego?

Ho’oponopono to dla mnie sposób na wyciszenie emocji, na wzmocnienie więzi z podświadomością, magiczny sposób na wszystko co mnie porusza-to działa, nie wiem jak, poza świadomością i podświadomością, po prostu działa!

Co wartościowe – proces mogą robić wyznawcy wszystkich religii, to bardzo jednoczące.

Ciekawym odkryciem okazało się, że założenia huny leżą u podwalin większości trendów psychologicznych, a nawet NLP. Co za wspaniały zbieg okoliczności, entuzjastka NLP trafia na jego praprzyczynę. Wiem już dlaczego dawno temu zaplanowaliśmy 10 rocznicę ślubu na Hawajach…Wszystkie elementy ułożyły się w spójną całość.

Idę usiąść nad brzegiem jeziorka i zrobić proces. Naładuję sobie akumulatorki oddechem Ha:

Wdech licząc do 7(najlepiej zgodnie z biciem serca)

Wstrzymaj licząc do 7

Wypuśćj powietrze licząc do 7

Zatrzymaj oddech licząc do 7

Cykl powtarzaj 7 razy…

Zaczynamy?

 

 

Artykuł Pani Madgy Fabiszewskiej opublikowany w "Natura i Ty" nr 3/2009.

 

Ho'oponopono

 

Instruktorka: Anna Kligert

 

Czym jest Ho’oponopono?

 

To wiedza starożytnych Hawajczyków – słowo Ho’oponopono w ich języku oznacza „powodować, właściwie postępować, poprawiać błąd”; to proces, który pozwala każdemu przeciętnemu człowiekowi oczyścić się z negatywnych myśli, słów, konsekwencji czynów, nawet z odległej przeszłości – z poprzednich wcieleń, poprzez zwrócenie się do Miłości, Boskości, Stwórcy Wszystkiego z prośbą, aby usunęły z nas wszelkie toksyczności. Celem Ho'oponopono jest pomoc w osiągnięciu równowagi i szczęścia w relacji z samym sobą, z innymi ludźmi, z naturą, ze wszechświatem, ale też oczyszczenie miejsc i sytuacji, ludzi, zwierząt czy przedmiotów z negatywnych wibracji, a tym samym od owych negatywnych powiązań i uwolnienie.

 

Czyż stres, złośliwość, nerwy nie towarzyszą nam niemal każdego dnia? Nawet jeśli nie my jesteśmy ich autorami, to czy znajomi, sąsiedzi, a nawet współpasażerowie w autobusie czy przechodnie nie zarażają nas swoimi nastrojami? Wiedziona świadomością, że mam już dosyć ulegania wpływom negatywnych energii, że chcę oczyścić swoje życie z „nie wiem, nie umiem, nie potrafię, nie dam rady” w sobotnie przedpołudnie ruszyłam na kurs.

 

Prowadząca przywitała wszystkich serdecznie. Uczestnicy, którzy się jeszcze przed chwilą nie znali, początkowo skupieni na notowaniu każdego słowa pani Anny, już po parunastu minutach dowiedzieli się, że fakt naszego przybycia na kurs, spotkania się w takim gronie – to nie przypadek, że widocznie jesteśmy powiązani ze sobą relacjami z przeszłości, że mamy coś miedzy sobą do „pozałatwiania” – i zaraz zrobiło się niemal rodzinne.

 

A właśnie, rodzina – każdy człowiek chce być szczęśliwy. Jeżeli przyjmiemy, że osiągniemy szczęście poprzez uświadomienie sobie, co przynosi nam owo szczęście oraz tego, co nam je odbiera, możemy tak postępować, by je do siebie przybliżać. A zatem, w myśl Ho’oponopono, to my decydujemy o tym, jaki los nas spotyka, to my ponosimy za to odpowiedzialność, a niestety zbyt często upatrujemy przyczyn swoich porażek w okolicznościach zewnętrznych. To, że wiele rzeczy nam się nie udaje, że nie wychodzi – często bywa skutkiem nagromadzenia się w naszej pamięci różnych negatywności – np. jeśli nauczyciel w szkole był zły, kiedy zgłaszałam się – a wręcz wyrywałam do odpowiedzi (szczerze mówiąc nie zawsze prawidłowej), więc jeśli ganił mnie za to nieprzyjemnym spojrzeniem, to nic dziwnego, że dziś nie rwę się do prezentowania swoich pomysłów np. w pracy, że nie podejmuję inicjatywy w wielu przedsięwzięciach. Oczywiście to bardzo duże uproszczenie, ale niestety tak jest, że choćby jedno wspomnienie niemiłej sytuacji ma zakodowane w pamięci chyba każdy z nas. Pani Anna Kligert proponuje, by oczyścić się z wszelkich zaszłości właśnie za pomocą procesu Ho’oponopono. Pamięć, o której wspomniałam, to nasza podświadomość – to dziecko w nas samych, to nasze jakby wewnętrzne dziecko. Jego matką jest racjonalność, logiczne myślenie (to nasze myśli o tym, by założyć czapkę, gdy zimno, by zdrowo się odżywiać, by siebie chwalić, ale także i ganienie siebie, negatywne do siebie nastawienie czy wręcz siebie obrażanie, które później może zaowocować nie tylko niską samooceną, ale też, jak choćby dla przykładu permanentny stres – chorobami fizycznymi). Ojcem w tej rodzinie jest nadświadomość, w tym przypadku to aspekt duchowy. Jeśli te trzy elementy są w nas w harmonii, jeśli oczyścimy relacje między nimi, a także ich relacje ze światem – mamy spore szanse właśnie na osiągnięcie szczęścia.

 

Jak tego dokonać?

 

Oczyszczenie dokonuje się w Ho’oponopono w pewien rytualny sposób – obejmujący 12 stopni. Cały proces rozpoczyna się od wypełnienia ankiety, w której wpisujemy swoje imię, nazwisko, dane bliskich – żyjących i zmarłych, miejsca pracy, adresy zamieszkania – to tak, jakbyśmy zakreślali krąg swojego jestestwa, swojej obecności we wszechświecie. I przede wszystkim umieszczamy w tej ankiecie informację o swoim problemie, na początek pani Anna radzi poddawać procesowi Ho’oponopono sprawy prostsze, takie, których złożoności jesteśmy świadomi. Świadoma wiedza o przyczynie naszego problemu nie jest nam potrzebna. Kiedy mamy już ankietę (po zakończeniu oczyszczania niszczymy ją), odczytujemy pewną modlitwę, nie religijną, ale bardziej duchową. Następnie wykonujemy ćwiczenie oddechowe, po nim wypowiadamy formuły, zawierające w treści właśnie nasz problem, a na końcu składamy podziękę (Boskiemu Stwórcy, naszej Wewnętrznej Rodzinie, Ojcu, Matce, Dziecku...) za to, że od problemu jesteśmy uwolnieni, że będą pod swoją opieką nas mieli. Cały proces uzupełnia piękna medytacja (podczas której widziałam w trójwymiarze kolorowe pasma energii, pyłki pływające na falach powietrza), a także ćwiczenia mające za cel odblokowanie w ciele tych kanałów, którymi przepływa nasza energia.

 

Oczyszczenie, proces Ho’oponopono możemy wykonywać samodzielnie, nie potrzebujemy nikogo do pomocy, przecież sami doskonale wiemy, z czym jest nam źle, przecież znamy myśli, które miast zasilać w nas miłość, sprowadzają pod nasz język obraźliwe słowa czy też hamują nasze czyny. I choć z książek można się dużo o Ho'oponopono dowiedzieć – to jak z czytaniem książek kucharskich, niby wiemy ile i czego – ale to dzięki praktyce dochodzimy do mistrzostwa – w tym przypadku do szczęścia.

 

Magda Fabiszewska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ćwiczenie I

 

Jego celem jest przywrócenie równowagi ciała – od talii do stóp, poprzez wyrównanie długości nóg.

 

• Kładziemy się na brzuchu, z rękoma wyciągniętymi wzdłuż ciała, prostujemy nogi i łączymy pięt

• Sprawdzamy, czy nogi są jednakowej długości. Ponieważ nie możemy sami tego sprawdzić, prosimy kogoś o pomoc. W naszym opisie ćwiczenia przyjmujemy, że to lewa noga jest krótsza od prawej. Zaczynamy ćwiczenie od krótszej nogi.

 

• Następnie odwracamy głowę w lewą stronę (krótsza noga), lewą dłoń kładziemy na lewym pośladku, tuż nad nerwem kulszowym.

 

• Palce prawej dłoni umieszczamy płasko za lewym uchem tak, by palec wskazującego dotykał tylnej strony ucha.

 

• Teraz podnosimy lewą nogę (3 razy) nie zginając jej w kolanie – tak wysoko, jak tylko potrafimy – ale tak, by nie odczuwać bólu.

 

• To samo powtarzamy z prawą nogą – czyli odwracamy głowę w prawą stronę, prawą dłoń kładziemy na prawy pośladek, a palcem wskazującym lewej dłoni dotykamy prawego ucha i 3 razy podnosimy nogę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

• Następnie ponownie wykonujemy ćwiczenie, podnosząc lewą nogę.

 

Jeśli nogi są jednakowej długości, robimy to ćwiczenie tylko raz, podnosząc najpierw jedną, a później drugą nogę.

 

Jeśli prawa noga jest krótsza, zaczynamy i kończymy ćwiczenie prawą nogą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ćwiczenie II

 

Jego celem jest przywrócenie równowagi ciała od pasa do ramion, przez ich rozciąganie.

 

• Zaczynamy od strony nogi krótszej – z założenia od lewej.

 

• Kładziemy się na plecach, z wyciągniętymi nogami i złączonymi piętami.

 

• Umieszczamy zewnętrzny kant lewej dłoni w lewej pachwinie.

 

• Następnie unosimy lewą nogę, zginając ją jednocześnie w kolanie, dbając o to, by pięta była skierowana w stronę uda.

 

• Teraz umieszczamy prawą dłoń na lewym kolanie, a kolano podciągamy w stronę twarzy, aby znajdowało się na linii z brodą. Taką pozycję utrzymujemy tak długo, jak to możliwe.

 

To samo ćwiczenie powtarzamy z prawą nogą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ćwiczenie III

 

Celem jego jest wprowadzenie równowagi w całym ciele, wzdłuż całego kręgosłupa.

 

• Kładziemy się na plecach, z wyprostowanymi nogami i złączonymi piętami.

 

• Potem dłonie krzyżujemy na karku w następujący sposób: najpierw palce prawej dłoni kładziemy po lewej stronie szyi, a następnie lewej dłoni – po prawej.

 

• Teraz przesuwamy obie złączone nogi w prawą stronę (pięty przesuwamy po podłodze, unikamy unoszenia nóg w górę) tak daleko, jak możemy, ale unikamy bólu – i z powrotem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnie przesuwamy obie nogi daleko w lewą stronę i z powrotem. Taki cały obustronny „wymach” wykonujemy 6 razy.

 

 

Ćwiczenie IV

 

Jego celem jest rozciągnięcie kręgosłupa i uwolnienie zablokowanej energii.

 

Wykonujemy je w przypadku,gdy nie jesteśmy w stanie wykonać ćwiczenia III z powodu bólu lub schorzeń kręgosłupa.

 

• Kładziemy się na plecach, z wyprostowanymi nogami i złączonymi piętami.

 

• Znajdujemy punkt, gdzie mamy ciągłe bóle kręgosłupa.

 

• Następnie umieszczamy palce obydwu dłoni po obu stronach kręgosłupa, tuż ponad tym punktem, tak by kciuki były skierowane na boki ciała.

 

• Teraz przesuwamy nogi po podłodze w prawą stronę i z powrotem, później w lewą i z powrotem.

 

• Przesunięcie w lewą i prawą stronę traktujemy jako jeden „wymach” i powtarzamy 6 razy.

 

Jeśli ból kręgosłupa występuje w miejscu, do którego nie dosięgamy palcami, całe ćwiczenie wykonujemy wyobrażając sobie, że palce kładziemy nad wskazanym miejscem, ale fizycznie wyciągamy ręce wzdłuż ciała.

 

Przy tym ćwiczeniu niczego nie robimy na siłę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ćwiczenie V

 

Jego celem jest odciążenie nóg, ud i dolnej części pleców np. podczas kilkugodzinnego siedzenia w jednej pozycji (długa podróż samochodem, pociągiem).

 

• Umieszczamy zewnętrzny kant dłoni w pachwinie.

 

• Następnie zginamy kolano z tej samej strony, kładziemy na nim drugą dłoń i stawiamy stopę na siedzeniu. Taką pozycję staramy się utrzymać około

 

5 minut, a następnie powtarzamy ćwiczenie z drugą nogą. To jest inna wersja ćwiczenia II.